"Walentynki"



      

JUŻ PRZEMINĄŁ CZAR CHOINKI,
CZAS WYSYŁAĆ WALENTYNKI!!




       DZIEŃ ZAKOCHANYCH zyskuje sobie w Polsce coraz więcej zwolenników, chcieliśmy, aby znalazł również odzwierciedlenie w naszej szkole. W ten jedyny dzień można bezkarnie wyznać miłość osobie, która na co dzień jest niedostępna niczym dżungla amazońska. Co roku Samorząd Uczniowski organizuje walentynkowego listonosza. Nie trzeba namawiać wszystkich zakochanych do napisania walentynki do swojej sympatii. Kartek zawsze wpływa mnóstwo i listonosz ma co robić. Nie może zabraknąć oczywiście w takim dniu dyskoteki! Najpierw na parkiet ruszyły młodsze klasy, a później ich starsi koledzy i koleżanki. Jak się bawili? Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć!

       Walentynki można ukradkiem włożyć do kieszeni, wsunąć do skrzynki lub wysłać pocztą. Otrzymują je najczęściej osoby, które darzymy ciepłym, przyjaznym uczuciem. Mogą się więc obdarowywać starzy i młodzi, krewni, przyjaciele i znajomi.

       Ten dzień szczególnie sprzyja nieśmiałym zakochanym, którym brakuje odwagi lub nie potrafią wyznać swoich uczuć. Cudownie jest być zakochanym i kochanym! A Dzień Zakochanych jest właśnie po to, żeby o tym mówić. Jeśli więc jesteście beznadziejnie zakochani, a nie macie odwagi powiedzieć o tym obiektowi Waszych westchnień, właśnie 14 lutego jest okazją, aby zakończyć Wasze "męki". Wystarczy kartka papieru, długopis, koperta, znaczek i oczywiście adres, pod który wyślecie wiązankę najczulszych wyznań swojemu Ktosiowi.

A jak to z walentynkami było?
      Początki walentynek sięgają średniowiecza a wywodzą się z Anglii. W Polsce obchodzone są zaledwie od kilku lat. Obchodzi je każdy, bez względu na to, ile ma lat i jakiej jest płci. Przodkiem tego święta w Polsce były "Kupały". W tym czasie panny na wydaniu, aby zwrócić uwagę kawalerów, stosowały magiczne sposoby np. wrzucały im do herbaty kostkę cukru, którą wcześniej przez 9 dni nosiły pod pachą. Z całego serca odradzamy wam stosowania takich metod!

Trochę historii...
      Święty Walenty (czczony 14 II, bo pod tym imieniem Martyrologium rzymskie wspomina ośmiu świętych) był męczennikiem, który poniósł śmierć jako biskup Terni pod Rzymem w czasach cesarza Klaudiusza II Gota ok. 269 r. Wspomina się o jeszcze jednym św. Walentym, kapłanie rzymskim, ale wiele źródeł uważa go za świętego tożsamego ze wspomnianym świętym biskupem. Sam opis śmierci oraz okoliczności poprzedzających męczeństwo w barwnych słowach przywołuje m. in. ks. Piotr Skarga. Św. Walenty w czasie prześladowań uzdrowił ze ślepoty córkę jednego ze sług cesarskich i doprowadził do nawrócenia całej jego rodziny. To sprowadziło na niego gniew władcy, który kazał biskupa bić maczugami, a późnej ściąć. Kult świętego dość szybko się ożywił. W miejscu, w którym męczennik został pochowany, już w IV w. papież Juliusz I kazał wznieść bazylikę. Za sprawą historii świętego, ale także legend z nim związanych, kult świętego biskupa rozszerzył się szybko w całej chrześcijańskiej Europie. Święty Walenty czczony jest jako patron chorych na epilepsję i inne choroby mogące mieć podłoże nerwowe. Tego rodzaju przypadłości leczono egzorcyzmami, czyli wypędzaniem z chorych diabła. Fantazja ludowa pomieszała z czasem osoby sprawcy i uzdrowiciela choroby. I tak imię Walek w XVI wieku w Polsce było synonimem ... diabła. Może miłosne zauroczenie kojarzono z diabelskimi sztuczkami? To, że św. Walenty zakorzenił się w polskiej tradycji religijnej jest skutkiem niemieckich wpływów. Kult świętego przywędrował do nas z Bawarii i Tyrolu. Na zachodzie Europy święty patronuje zakochanym co najmniej od XV w. Jedni wyjaśniają to zbieżnością dnia świętego z porą łączenia się na Wyspach Brytyjskich ptaków w pary. Może dlatego jest tak dużo motywów związanych z nimi na wysyłanych kartkach (głównie gołębie). Inni uzasadniają to adaptacją przez chrześcijaństwo pogańskiego zwyczaju wypisywania przez chłopców - w dniu bogini dziewcząt, 15 lutego - imion swych ukochanych.